07 grudnia 2011

Nasionko Głazodębu

Podróżowała już jakieś dobre dwa tygodnie, łuna palących się lasów i domów przypominała, że wojna może bardzo łatwo wymknąć się spod kontroli królów łaknących odwetu na ziemiach zajętych przez pracowitych i pobożnych ludzi. Ten wieczór jak poprzedni również skąpany był niemal w rubinowym kolorze. Drzewa przybierały w tym blasku swój groźny wygląd, stroszyły gałęzie, by wyglądać upiornie. Kora przy zachodzącym słońcu wydawała się często na obsypaną rdzą. Gdzieś w oddali słychać było zmęczone i przerażone nawoływania wojsk.

Szła powoli, sennym krokiem, głucha jakby na wszystko wokół. Mimowolnie ciągnęła łapę za łapą. Marsz pod koniec dnia zawsze stawał się męczący, zwłaszcza o pustym żołądku. Obmyślała plan jak by tu zdobyć cokolwiek żywego do jedzenia. W końcu zatrzymała wzrok na kępce traw, która rosła na drodze, nie rozjechana jeszcze przez wóz, jednak nic tam nie znalazła. Nie poddając się ruszyła znowu, przyspieszając nieco. Patrzyła teraz na drogę, która nie była już prosta, lecz zakręcała w lewo. Minęła ją, wyczuwając w powietrzu wodę, gdzieś nieopodal musiał się znajdować jakiś staw. Dla pewności wskoczyła w zarośla i skradała się. Powęszyła dokładniej... dym, zero zwierząt futerkowych w okolicy, wyschnięte deski, zapach ubrań mało spotykanych. Wiedziała, że przy większych jeziorach często osiedlają się ludzie, by hodować w nich ryby lub węgorze na potrzeby własne. Zamyśliła się porządnie siedząc w trawach. Hmm... zapachy były jednak zbyt czyste... ktoś kto tam mieszka, musi być nie lada pracusiem.
Wyrwana jakby ze snu wyczuła, że ktoś użył magii. Skupiła się na nieznanym zaklęciu i gdy napotkało ją,  odparła je umysłem. Rozległ się trzask i zaklęcie rozprysło się. Jak dobrze siedzieć na kocimiętce... i wyciągnęła się na niej bardziej zmęczona niż przed chwilą. Oczy lekko przymknęła, ogarnęło ja ciepło. Nieznany głos szepnął do jej ucha cóż za ładna bestyjka, no a teraz się zdrzemnij.

W rzeczywistości z ziemi podniósł ją elf, smukły, cichy i poniósł zdobycz do swego domu.
Był przy tym zdziwiony, nie był na polowaniu. Zdziwiony jeszcze bardziej, gdyż istota którą się natknął przełamała najprostsze z jego zaklęć na małe stworzenia, przeznaczonego choćby na króliki. Kompletnie zdziwiony, gdy już podniósł znalezisko jedną ręką, wyglądające na małego wilczka. Ów wilczek, właśnie zasypiał.

 ***
Minęło kilka dni, gdy się przebudziła, nieprzytomnie zwiedziła wzrokiem kawałek maty piętrzącej się w górę, która była jedynym widokiem dla leżącej głowy. Pachniało świeżym igliwiem dorzucanym co chwile do pieca, który gdzieś był w pomieszczeniu. Ciepło utrzymujące się w pomieszczeniu prowokowało do dalszego snu, jednak Nortia postanowiła wygramolić się z miejsca, z którego niewiele było widać. Spróbowała się podnieść, ale jedynym wywołanym efektem było zmienienie pozycji i teraz leżała bokiem, a nie na brzuchu. Ponowna próba przyniosła podobny efekt i złudzenie, że stoi. W faktycznym stanie, wyglądała jak stojące zwierzę, które leży w koszyku. Zaiste iż po przebudzeniu niebywałym zwycięstwem nad snem jest wstać, nadal leżąc. Kolejna próba, a był to uparciuch niespotykany, była całkiem udana, ale tylko na chwile, bo po wstaniu zaraz opadła głowa i położyły się przednie łapy, poddając się wszech panującej grawitacji tego świata. Góra razem z ogonem wytrzymała nieco dłużej. Nie mogąc wstać zaczęła myśleć, gdzie się znalazła i skoro nadal żyje, to powinna chociaż zdobyć informacje gdzie jest.
Elf jak to elf, był bardzo zaradny z uwagi na ponad 1500 lat życia, które zapewniły mu samowystarczalność w każdym miejscu, a nazywał się Athgar - Dziecię Góry.
Elfy są nieśmiertelne o ile ktoś ich nie zabije, mogą żyć w ukryciu dłużej nawet od smoków. Smok może być nieśmiertelny tylko wtedy gdy pogubi się w liczeniu swoich lat i ma myśli zaprzątnięte innymi sprawami na tyle, że jego wiek go nie obchodzi, ale musi utrzymywać zawsze dobrą kondycje fizyczną.
Nasz elf właśnie strugał z kości dzika figurkę, która przypominała szczenię, a może nawet kocię w pozycji siedzącej. Odwrócił głowę, gdy koszyk zawieszony na jednej z belek przy kominku, zaczął się poruszać niespokojnie co chwilę. Odłożył sztylet i kość na stół. Wstał gdy z koszyka jego upolowana bestia zaczęła drzeć niespokojnie mordkę i nie dało się powiedzieć czy chciało szczekać czy miauczeć. Zajrzał do koszyka, po czym wyjął wiercipiętę. Postawił na stole przed naczyniem glinianym, w którym znajdowało się sarnie mleko.
Lekcja pierwsza... zajrzyj do miski? Zanim jednak to zrobiła przynajmniej wiedziała, że jest w domu elfa, ale na druida w sumie nie wyglądał. Miał piec, dużo suszonego mięsa i owoców powywieszanych nad tym piecem, kilka koszyków, stertę drewna i oczywiście stół ładnie wyrzeźbiony i wykończony motywami roślinnymi i zwierzęcymi. Na stole leżała ogromna gruba księgą, stara i nieco nadpalona. Była zamknięta na odpowiednią pieczęć. Wyjąć pieczęć z księgi nie jest łatwo, a może ją otworzyć ten, kto ją ocalił od zniszczenia, jest prawowitym właścicielem lub ją wypożyczył z prywatnej biblioteki.
Leżąc przed miską, pomyślała, że może robić co chce jako zwierzę. Przysunęła się i włożyła łapki do naczynia. Po wyjęciu jednej stwierdziła, że trafiła na coś jadalnego, po czym obie wylizała. Elf był rozbawiony i wyszedł z pomieszczenia po inne naczynie. Gdy wrócił, łapki  znów były wylizane. Dalsze chwile były prostsze, bo została zgarnięta ze stołu, a mleko zostało niemal wlane do gardła.
Przyjemnie jest być najedzonym. Nie każdy potrafi dziękować losowi za to, że zawsze ma co jeść. Najzwyklej lub raczej najnormalniej w świecie, jest to czynność niedoceniana i wykonywana bez większego myślenia. Dla jednych jest dodatkiem do życia, dla innych jest podstawową rzeczą do przeżycia każdego dnia i godziny.
Na stole leżało też kilka różnych nasion, które zdołała zauważyć. Niektóre małe inne dosyć spore i kolorowe. Jedno przykuło jej uwagę. Przypominało orzech, wyglądało się podobnie do żołędzia, a faktycznie było zaliczane do szyszek o czym nie wiedziała. Ten egzemplarz był właśnie już obrany, bowiem normalnie praży się skorupę na węgiel przez wiele dni, by od szypułki odpadła gruba skorupka. Nasiona te mają też łuski i rosną do góry tak jak kwiaty. Głazodęby kwitną raz na 100 lat. :)

 *****
W końcu musiałam wziąć mojego przyjaciela i zacząć rysować. Odkąd pamiętam rysuję i sprawia mi to ogromną radość. Rysuje tylko na kartkach w kratkę i czasami na czystych kartach A4, jednak A5 jest moim ulubionym rozmiarem. Mam ostatni mały rysunek szyszki głazodębu taką jaką wyobraziłam sobie rosnąca na drzewie. Wszystkie rysunki wykonuje sama. Akcja na razie toczy się poza Lasem. A na dzisiaj pisania starczy, trzeba się wyspać :P. Jest 02:37 i nie jest to cały post.


Post zaistniał: 07 grudzień 2011.

21 listopada 2011

Czas nadszedł odpowiedni

Witaj w moim świecie. Skoro już tu zabłądziłeś wędrowcze, to wiedz, że trafiłeś w bardzo dziwne miejsce, jakich mało. Mieszkam w grocie razem z kilkoma ognistymi pociechami, które wychowałam od jajka. To w jaki sposób trafiłam do Lasu Nocy może ciekawić i być może kiedyś zasłużysz na to bym ci to opowiedziała. Na razie jednak przeniesiemy się nieco w czasie Gdy pomiędzy drzewami chodziła Pani o Mroźnej Sukni i bynajmniej będę się posługiwać częściej symbolami niż faktycznymi nickami z tej niezwykłej gry. Co do pozostałych reguł... lubię zagadki, znaki i symbole. Być może inaczej zobaczysz kolory, które postrzegałeś za zwykłe i oczywiste, zastanowisz się nad swoim życiem, albo zaczniesz rozumieć otaczający cię świat, również ten niewidzialny. Niektóre zdania i zdarzenia mogą nieść ze sobą głębszy sens. Znanie historii gry nieobowiązkowe, jednak dobrze by było by nie była ona wyczytana tylko z smoczej wiki, ale także przeżyta na własnej skórze - o ile chcesz rozumieć co czytasz. Wątki fikcyjne będą obowiązkowo występować, ale czasem mogę wpleść jakieś prawdziwe zdarzenie, ku pamięci i heroiczności niektórych osób, faktów i zdarzeń. Może występować również dobry jak i mhroczny humor oraz śladowe ilości orzechów arachidowych ;). Związana jestem również z mistyczną grupą hazardzistów i karcianych maniaków, a co za tym idzie będzie więcej orzeszków arachidowych, magia teleportów, fikcyjne stworzenia do których prawo autorskie mam na tym blogu ja i tylko Mistyczni klanowicze. Jeśli już mowa o teleportach to wiedz, że kocham książki, są moimi odskoczniami od codzienności i będę do niektórych wracać namolnie. Lubie chodzić i rozmyślać, niekiedy posty nie muszą być spójną kontynuacją. Jeśli zainteresowała Cie lektura szkolna "Mistrz i Małgorzata" - Michała Bułhakowa i jesteś jej fanem to będziesz się orientować w terenie. A wiec rozgość się i dopij tą herbatę.
Nie odpowiadam, za zmianę osobowości lub pozytywne zbzikowanie. Słodka tajemnica.